wtorek, 8 marca 2011

Malwina
Pojawiła się bardzo niespodziewanie.Podryw typowo dyskotekowy. Wymiana spojrzeń,otarcie sie o siebie i już trzymamy się za ręce. Teraz już nie tylko trzymam ją za ręce...Spotykamy sie regularnie co wekend już przesz 6 tyg. na Brzeskach, gdzie spotkania nasze nieraz okraszone były pikantnymi wypadami do auta. Pikantnymi wypadami!?!?! Bynajmniej Malwinqa nie pozwala mi na wszystko...bo jeszcze na wiele mi nie pozwala. I za to ja tez lubię i szanuje. Jest dziewczyna wiejską i co w pewien sposób wiąże się z tym faktem - skromną i chodzącą do Kościoła. Dostrzegłem w jej zachowaniu pewną nieumiejętność wyrażania swoich myśli i emocji ale nie przez brak zdolności wypowiadania się. To raczej rodzaj pewnej spolegliwości mimo że jest to sprzeczne z tym co napisałem wczesniej:"... bo jeszcze na wiele mi nie pozwala". Krążac np. po dyskotece pytam ją gdzie "teraz idziemy? ona: tam gdzie chcesz , Ja: ale gdzie ty chcesz?? ona: jak ty chcesz" i to ja zawsze ostatecznie musze podjąc decyzję. To jakby ktoś w jej życiu zawsze za nią podejmował decyzję albo po prostu boi się ze jej pragnienie będzie niezgodne z moim i że sie np na nią obraże.COOż każdy ma jakieś nerwicowe objawy w zachowaniu co zostawie psychoanalitykom i psychoterapeutom. Fakty są takie , że moja sympatia do niej z każdym spotkaniem przeradza się w coś więcej z czego się ciesze choć troche też boje.......Są pewne bariery materialne miedzy nami, ona mieszka koło Pabianic a ja koło Pajęczna tj. ok. 80 km. Ma to tym większe znaczenie że ja poruszam się Cinquecento 700. no i to że, nie posiadam jeszcze jako tako stabilnej pracy. Jednak by post ten miał bardziej pozytywny charater niz poprzednie(apokaliptyczne wręcz, których jednak nie usune bo sa autentyczne) dodam tytułem końca że, miłość nie miała by swojego smaku bez tych wszystkich przeciwności losu.((LOVE MalwinQAA)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz